Dlaczego terapia rodzin i rodzin w sytuacji okołorozwodowych jest tak trudna?
Podzielę się swoją perspektywą, jako psychoterapeutki pracującej w nurcie psychologii procesu.
W psychologii procesu nie patrzymy wyłącznie na „dziecko z objawem” ani tylko na jedną osobę w rodzinie. Nie zakładamy, że problem należy do jednej osoby. Patrzymy na całość relacji i dynamikę całego systemu rodzinnego.
Rodzina jest traktowana jak jeden organizm, jak mityczne stworzenie.
To oznacza, że trudność jednej osoby niesie informację o czymś, co dzieje się pomiędzy wszystkimi członkami rodziny.
Kiedy na terapię trafia małe dziecko albo młodszy nastolatek, bardzo często okazuje się, że objaw dziecka nie jest wyłącznie „problemem dziecka”. Bywa sygnałem napięcia, przeciążenia, konfliktu albo trudności, które istnieją w całym systemie rodzinnym.
W pracy terapeutycznej próbujemy więc zobaczyć:
– jaka informacja nie jest słyszana lub przyjmowana,
– jakie emocje lub potrzeby krążą w rodzinie od dawna,
– co powtarza się wielokrotnie bez prawdziwego zrozumienia,
– jakie role zostały utrwalone,
– kto nie ma miejsca na własny głos,
– co w rodzinie „musi” pozostać niewypowiedziane, żeby system dalej funkcjonował tak jak dotąd.
Czasem dziecko pokazuje to, czego nikt wcześniej nie był w stanie powiedzieć, a objaw staje się językiem całego systemu rodzinnego.
W psychologii procesu ważne jest więc nie „pozbycie się problemu”, ale próba zrozumienia, po co ten problem się pojawił i jaką informację niesie dla relacji. I właśnie tutaj zaczyna się jedna z największych trudności terapii rodzinnej.
Rodzina — jak każdy system — naturalnie dąży do utrzymania pewnej stałości i równowagi.
W terapii systemowej mówi się o homeostazie rodzinnej, czyli tendencji systemu do utrzymywania znanego porządku, nawet wtedy, gdy ten porządek jest bolesny lub destrukcyjny. Zmiana bywa tak trudna, bo oznacza wejście w coś nieznanego. W psychologii procesu mówimy o progu — miejscu pomiędzy starym a nowym. Pomiędzy tym, co znane, oswojone i przewidywalne, a tym, czego jeszcze nie znamy. Próg chroni dostęp do nowego doświadczenia. Bardzo często właśnie tam pojawia się lęk, opór, chaos albo potrzeba wycofania się.
Rodzina może nieświadomie bronić się przed przekroczeniem tego progu. Nie dlatego, że nie chce dobrze, ale dlatego, że nowe jest niepewne, a stare, nawet jeśli trudne, jest przynajmniej znane.
Wtedy mogą pojawiać się różne reakcje:
– atak na terapeutę,
– wycofywanie się z terapii,
– zaprzeczanie problemowi,
– szukanie winnego,
– przekonanie, że „terapia wszystko pogorszyła”,
– albo próba szybkiego powrotu do dawnego układu relacji.
W wypowiedziach bezpośrednich lub częściej poza gabinetem, terapeuta bywa tą osobą, która „miesza”, „burzy rodzinę” albo „wymyśla problemy”. A tak naprawdę wnosi informacje, które zaczynają poruszać zastany system i pokazują, że coś wymaga zmiany. To jest bardzo trudne emocjonalnie dla wszystkich stron. Zwłaszcza w sytuacjach okołorozwodowych, gdzie oprócz bólu i lęku pojawia się jeszcze walka o lojalność, poczucie winy, napięcia między rodzicami i ogromne przeciążenie dzieci.
Dziecko często próbuje wtedy utrzymać rodzinę „w całości” własnym objawem: złością, wycofaniem, autoagresją, trudnym zachowaniem, objawami psychosomatycznymi, lękiem. Nie ono jest "problematyczne”, to cały system rodzinny przechodzi kryzys.
Terapia rodzinna wymaga więc ogromnej odwagi, szczególnie od dorosłych. Do słuchania rzeczy trudnych o sobie i swojej rodzinie, do obaczenia własnego wpływu na relacje i siły, z której nie korzysta lub której nadużywa, do zauważenia tego, co do tej pory było niewidoczne i do wejścia w nowe, którego jeszcze się nie zna.
Prawdziwa zmiana w rodzinie nie wydarza się wtedy, kiedy zmienia się tylko jedna osoba — ale wtedy, kiedy cały system zaczyna inaczej słuchać, rozumieć i reagować.
Zadaniem terapeuty jest nawigować między starym, a nowym, pracować z progami rodziny i pomóc jej wpłynąć samodzielnie na szerokie wody.